Freganizm, czyli jak sklepy łamią zasady

Freganizm, czyli jak sklepy łamią zasady

Freganizm staje się coraz bardziej popularny. Ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną zmieniają się możliwości finansowe wielu osób, rośnie też nasza świadomość ekologiczna. Bierzemy na siebie odpowiedzialność za niszczone i zmieniane przez nas środowisko. Coraz bardziej rozpowszechnioną formą przekazu informacji na temat freganizmu jest na przykład Facebook. I mimo upływu czasu jedno się nie zmienia: na większości grup fregańskich najczęściej przewija się to samo pytanie. Czy polecicie sprawdzoną listę miejscówek z obfitymi znaleziskami? Najlepiej ulubionego typu: słodycze, kawa, warzywa i owoce, chemia do domu. Ale czy tak się da? Od czego zależy obecność produktów w koszach? I dlaczego właściwie nie powinniśmy znajdować nic? Dzisiejszy post będzie właśnie o tym, jakim prawem w ogóle coś w koszach znajdujemy.

Na freganizm składa się wiele sposobów zdobywania produktów, wśród nich jest korzystanie z jadłodzielni, kontenerów, od innych osób. Ja skupiam się głównie na pozyskiwaniu ich ze skipów. Najbardziej zawsze dziwi, ale i drażni mnie pytanie o listę miejscówek. Takich, skąd nie wraca się z pustymi rękoma, gdzie zawsze znajdą się słodycze, alkohol, produkt X, Y, Z. A to przecież tak nie działa!

sałaty w kontener
Kontener na odpady bio w jednym z warszawskich dyskontów. Wśród znalezisk paczkowana sałata, banany, cebula.

No dobra, ale jak to? Po kolei. Wiecie już czym jest freganizm i skip (a jeśli nie, to TU znajdziecie kilka słów o co w tym chodzi) oraz że w kontenerach możemy znaleźć wszystko to, co jest na sklepowych półkach.

Ale dlaczego produkty trafiają do kosza?

Powodów jest wiele, z moich obserwacji najczęściej to:
– przekroczenie daty ważności lub najlepiej spożyć przed;
– uszkodzenie opakowanie danej sztuki lub opakowania zbiorczego;
– brak kodu produktu w bazie (produkty przemysłowe zbyt długo magazynowane, zdarza się w czasie inwentaryzacji, czyszczenia magazynów);
– awaria lodówek/chłodni/brak prądu;
– wymiana asortymentu (zarówno pełnowartościowe produkty, jak i testery);
– niespełnianie wymagań sklepu, przez co spada możliwość sprzedaży produktu. Może to dotyczyć straty walorów wizualnych, jak i regulacji jakościowych wewnątrz firmy (np. przekwitnięte kwiaty doniczkowe, ciemne banany, przybrudzone ubrania, otwarte kosmetyki).

Skip targ Banacha
Skipowe zdobycze z jednego z targowisk. Produkty w stanie idealnym takie jak cukinie żółte i zielone, rzodkiewki, fasolka szparagowa, włoszczyzna, zioła.

No dobra, ale co to ma do zasad? I dlaczego jestem przeciwna podawaniu miejscówek w miejscach w sieci, gdzie dostęp do nich ma kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy osób? Wyjaśniam objaśniam.

Każdy sklep (i nie tylko), bez względu na przynależność do jakiejś sieci, to, czym handluje czy co dystrybuuje, ma swoje regulaminy i procedury, które regulują realizację procesów w firmie. Wiele z zasad zostało wypracowane bazując na minionych doświadczeniach lub aby zapobiegać wydarzeniom, do których może dojść. Trochę jak przy małych dzieciach,”nie dotykaj wrzątku, bo się poparzysz”. Zapisy w takich dokumentach obejmują również metody – nie inaczej – utylizacji produktów. Czyli często odgórnie dla całej sieci sklepów jest wypunktowany i doprecyzowany proces, gdzie, jak i kiedy produkt można wyrzucić. Poszczególne placówki mogą mieć wewnętrznie bardziej restrykcyjne wymagania, ale przede wszystkim muszą stosować się do tych wyznaczanych odgórnie.

Skoro jesteś aż tu to znaczy, że nieźle nam idzie, więc lecimy dalej 🙂

Co takie zasady oznaczają w praktyce? *

To, że w koszu nie powinniśmy znaleźć na przykład mięsa ani produktów pochodzenia zwierzęcego. Wg procedur wszelkie mięso surowe, wędliny, szynki i im podobne, których termin ważności minął**, powinny zostać przekazane do utylizacji i odebrane przez specjalne chłodnie. Może to dotyczyć również mrożonek, nabiału, lodów. Dlaczego? Wydaje mi się, że jako głowne wyjaśnienie wystarczy słowo salmonella.

Ale nie tylko. To znaczy też, że śmieci należy sortować. Nie ma kwiatów czy ziół w doniczkach i folii w kontenerze na bio. Nie ma owoców i warzyw na tackach i owiniętych szczelnie folią w zielonym pojemniku. Nie ma opróżnionych butelek po mleku i kartonów z towarem w zmieszanych.

Pieczywo w koszu
Kontener dyskontu na śmieci zmieszane, a w nim wszystko razem: worki z pieczywem, sałaty pakowane, cukier, warzywa.

A co najważniejsze, gdy wchodzimy we freganizm – nie ma w kontenerze nic zdatnego do użycia, spożycia lub przetworzenia. Każde opakowanie przeterminowanego produktu ma być otwarte, opróżnione i zniszczone w sposób uniemożliwiający dalsze zastosowania. Kwestię kłódek, łańcuchów i zamykanych wiat zostawimy sobie na inny raz, ok?

Zobrazujmy sobie taki regulamin na przykładzie konkretnych produktów. Kojarzysz może zdjęcia z grupy fregańskiej, gdzie w kontenerze na zmieszane był worek pełen tic taców? To łamanie regulaminu sklepu. Zgodnie z zasadami każde opakowanie powinno zostać otwarte, cukierki wysypane do kontenera na zmieszane, a puste opakowanie finalnie trafić do plastików. Trafiłaś kiedyś na zdjęcie kontenera pełnego opróżnionych butelek po mleku? Tak powinno wyglądać wywiązanie się z procedury, gdy produkt jest przeterminowany i schodzi z półki sklepu. Pod każdym takim zdjęciem zazwyczaj wylewa się fala szamba i hejtu na pracowników, a oni tylko wykonują swoją pracę.

W tym miejscu chcę podkreślić fundamentalną rzecz – nie twierdzę tutaj, że takie procedury są dobre lub złe. Rozumiem, dlaczego są takie a nie inne. Wiem, z czego się wywodzą i jakim działaniom mają zapobiegać (tu wiele osób pracujących w handlu lub usługach może zapewne dodać coś od siebie, a przynajmniej pokiwać głową ze zrozumieniem i wiedzą, jak jest). To, co najważniejsze, to że my jako konsumenci mamy możliwość kształtować działania i politykę miejsc, w których kupujemy, a nawet całych branży. Głosujemy swoimi wyborami, swoimi pieniędzmi, swoim czasem. Moc zmieniania rzeczywistości mają nie tylko wielkie banki, hurtowi klienci czy najzamożniejsi. Każdy z nas na miarę swoich możliwości może dołożyć cegiełkę do tego, aby świat stał się nieco lepszym miejscem.

Co jeszcze można znaleźć w kontenerze? Tu skipowe ciastka, herbata sypana w foliowym opakowaniu, piwo bezalkoholowe (1 puszka w opakowaniu była uszkodzona), wkładki higieniczne w zgniecionym opakowaniu, mokre chusteczki (rozparcelowane opakowanie zbiorcze). Wszystko w 100% fregańskie, z kontenera na śmieci zmieszane.

Wracając do meritum, zanim nieco popłynę z górnolotnymi tezami 😉
Czyli w praktyce, w sklepie, gdzie są stosowane wszystkie wewnętrze ograniczenia i zasady w koszach nie ma nic zdatnego. Nie ma do zgarnięcia kawy, tony kwiatów, słodyczy i dekoracji tematycznych po każdym święcie konsumpcjonizmu (a takie jest przynajmniej raz w miesiącu przez cały rok). Nie ma owoców, warzyw, kwiatów i ziół w bio, które można przygarnąć i zjeść lub hodować dalej. Nie ma mąki, cukru czy kaszy, konserw, lampek, smoothie, chusteczek, ciastek, herbaty. Jak już wspomniałam – w kontenerze przecież znajdziesz dokładnie to samo, co na półce sklepowej.

Dlaczego jednak znajdujemy w koszach to i owo?

W sklepach zawsze jest ważniejsza praca od niszczenia śmieci. Obsługa klientów, wykładanie towaru, porządkowanie sklepu, przeglądanie dat produktów półka po półce, przyjmowanie dostaw. W momencie, gdy do kas ciągnie się kolejka kupujących jakiś pracownik musiałby przez całą zmianę opróżniać opakowanie po opakowaniu. Brzmi absurdalnie, prawda?

Raz na jakiś czas znajduje się pracownik, który w ramach swoich obowiązków właśnie tym ma się zająć. Z czego to wynika? Może to przełożony wydaje takie polecenie. Może odgórnie przychodzi upomnienie i nakaz wywiązywania się z procedur. Może na drugim końcu Polski ktoś wyjął produkty ze śmietnika i próbował je zwrócić w sklepie lub reklamować jako sprzedanie niepełnowartościowego towaru. Może to szkoła dla nowego pracownika. Może poprzedniego dnia jakaś osoba narobiła bałaganu w obrębie sklepu poszukując produktów. Nie wiem, mogę jedynie zgadywać, ale wcale nie trzeba wiele. A czasem się po prostu zdarza. (TU odsyłam Cię do zasad freganizmu, których warto przestrzegać, aby nie spalić miejscówki)

Dla nas jako fregan, korzystne jest to, że sklepy nie przestrzegają swoich własnych procedur dotyczących utylizacji śmieci. Dzięki temu produkty niesprzedane i takie, które nie trafiły do OPP (Organizacji Pożytku Publicznego) trafiają bezpośrednio do kosza. I tu wkraczamy my. W końcu dumpster diving nie byłby możliwy w momencie, gdyby w koszach były rzeczy zniszczone.

Skip
Różnorodny skip dyskontow0 – targowy: ponad 40 sztuk awokado, pomidorki kotajlowe, pieczywo, karma dla kotów, serki homogenizowane, pakowane sałaty, owoce i warzywa, zestawy do kiszenia ogórków.

Bądźmy wyrozumiali

Dlaczego Ci o tym wszystkim mówię? Zapominamy często, że freganizm opiera się w dużej mierze na działaniu – że tak to nazwę – w szarej strefie. Znajdujemy różne dobra z wielu przyczyn, a nieprzestrzeganie obostrzeń wewnętrznych przez sklepy sieciowe to tylko jeden z efektów działań na wcześniejszych etapach. Wszystko zaczyna się od nadprodukcji żywności, wygórowanych oczekiwań klientów zachęconych mocno podkręconą reklamą i dobrze zrobionym marketingiem (jak śpiewają w jednej reklamie dyskontu “jak sobota to tylko (…) kup więcej, kup więcej”). Prawo nadal nie reguluje dokładnie zarządzania produktami niesprzedanymi i niespełniającymi wizualnych norm jakościowych w większości sklepów. Wiele sieciowych punktów ma wliczone odpady w koszty i nie ma wolnych zasobów ludzkich do obsługi tego zagadnienia – a z tych powodów często bardziej opłaca się utylizacja niż przecenianie i wyprzedawanie towaru po niższej cenie (w tym pilnowanie klienta, który próbuje coś pokombinować).

Dlatego chcę zaapelować – bądźmy wyrozumiali dla pracowników, gdy wyproszą nas spod śmietnika. To jest ich praca i działania, z których są rozliczani i których ponoszą konsekwencje. Zamiast kłócić się z pracownikami na skipie, kształtujmy zmiany u źródła – na początek mądrze wybierając swoje miejsce zaopatrzenia.

Jestem ciekawa, co o tym myślisz? Czy jest coś, co budzi Twoje wątpliwości albo z czym się nie zgadzasz? Dawaj znać w komentarzu lub w wiadomości (TU możesz napisać do mnie bezpośrednio na IG).

* Bazując na konkretnych przykładach opieram się na danych dot. jednej z sieci dyskontów w Polsce. Niektóre sklepy mogą mieć inne procedury, a ich regulacje mogą się od siebie różnić.

** Polskie prawo zakazuje sprzedaży produktów przeterminowanych, choćby o jeden dzień. Taki towar powinien najpóźniej ostatniego dnia daty ważności zniknąć ze sklepu dostępnego dla kupujących i zgodnie z obowiązującymi procedurami zostać zutylizowany. Dotyczy to całego sklepowego asortymentu.

To Twoja pierwsza wizyta na mojej stronie? Zapraszam Cię do zakładki ze Spisem treści. Znajdziesz tam wszystkie tematy poruszane do tej pory na blogu, podzielone na grupy tematyczne.

Użyte linki nie są linkami afiliacyjnymi. Post nie powstał w ramach współprac z wymienionymi markami/twórcami, a wszystkie zamieszczone opinie są moimi subiektywnymi odczuciami.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa