Roślina na dziś, czyli październikowy kalendarz fregański

Roślina na dziś, czyli październikowy kalendarz fregański

Wrzesień zleciał mi nie wiem kiedy, brakło mi czasu na edycję kalendarza. Nie chcę jednak porzucać tego cyklu i dzisiaj przychodzę do Was z nową odsłoną. Październik to ostatni moment na zbiory wymienionych w poprzednim artykule ziół i owoców. Mam nadzieję, że niejedna roślina Was zaskoczy!

Kasztany: płaskie, okrągłe, z lekko chropowatym bielmem.

Czy poprzedni post się przeterminował? Nie, bo często roślina lubi wydłużać sobie okres wegetacyjny, jeśli tylko warunki pogodowe na to pozwolą. Wciąż znajduję w swojej okolicy wrotycz czy mirabelki, zaś na gruszki i jabłka mamy sezon. Ale nie jest to jedyne, co możemy dzisiaj znaleźć w drodze do sklepu czy na spacer. Ciesząc się ostatnimi słonecznymi dniami polecam Wam wybrać się w poszukiwaniu skarbów natury. Kto wie, jaka roślina się napatoczy i czym zaskoczy Was okolica? 😉

Głóg

Jestem ogromną fanką herbat i różnych mieszanek smakowych: zioła, suszone lub liofilizowane owoce, płatki kwiatów… W sam raz na zimowe wieczory i zimne poranki. W skład niektórych z nich wchodzą suszone owoce głogu – krzewu, który akurat w październiku zaczyna owocować! Zależnie od rejonu Polski, roślina będzie owocować nawet do końca listopada, a jak się uda to nawet nieco dłużej. Najlepiej zbierać ciemnoczerwone owoce. Poza gorącym napojem można też wykorzystać je na nalewkę lub dżem.

Głóg – wartościowe owoce i kwiaty na wyciągnięcie ręki. Trudno go z czymś pomylić!

Na co należy zwrócić uwagę? Mnie w trakcie ostatnich zbiorów zaskoczyła ilość szczypawek, które chowają się w owocach i między nimi. Dlatego jeśli macie taką możliwość polecam dać im odstać swoje na balkonie lub na parapecie, aby wszystkie owady uciekły. Aby mieć pewność, że owoce są czyste zanim rozpocznę suszenie, najpierw moczę je kilka godzin w zimnej wodzie z sodą, a później przelewam wrzątkiem. Czy jest słuszna metoda? Okaże się. Czy skuteczna? Widząc ile osadów, proszków i szkodników zostaje w wodzie po odcedzeniu – mam nadzieję.

I uwaga! Pamiętajcie o zbieraniu owoców oddalonych od dróg z krzaków, które nie rosną w bezpośrednim sąsiedztwie źródeł zanieczyszczeń. Warto poczytać o metalach ciężkich zanim wybierzecie się w ruchliwą okolicę.

Szyszki chmielu

Za dzieciaka udało mi się odwiedzić plantację chmielu i zobaczyć gigantyczne połacie obstawione nietypowym namiotem. Co mam na myśli mówiąc o namiocie? Chmiel to roślina, która wypuszcza bardzo długie, rozgałęzione pędy. Na nich rosną owoce, to jest szyszki chmielu. Na plantacjach (a w każdym razie z 15, 20 lat temu tak było) rozstawiano wysokie podpory na kształt rusztowania w namiocie. Do nich przywiązywano sznurki, po których pięła się roślina. Pozwalało to na maksymalizację produkcji i dostępu do słońca dla dużej ilości chmielu, a co za tym idzie – większe wykorzystanie dostępnej przestrzeni. W tym momencie szyszki często obserwuję w ogrodach prywatnych, na ogrodzeniach, a nawet gdzieś w niezagospodarowanych krzakach. Rosną jako kolejna zapomniana roślina.

Nie możesz spać? To może napar lub inhalacje z szyszek chmielu?

Co można zrobić z szyszek prócz oczywistego piwa? Napary i suszone, sproszkowane szyszki mają działanie nasenne. Nie bez powodu piwo może powodować senność i wrażenie piasku pod powiekami. Efekt ułatwionego zasypiania, który dostarcza nam roślina, można wykorzystać bez plątania w sprawę alkoholu. Jeśli pojawiają się problemy z zasypianiem, spróbujcie ususzone szyszki spakować w lniany woreczek i trzymać w okolicy poduszki, a nawet włożyć do ich środka!

Czy woreczek musi być lniany? Nie, ale ważne jest, aby był z naturalnego, przewiewnego materiału o nie za gęstym splocie. Wtedy aromat szyszek łatwiej się wydostanie na zewnątrz, a owoce w środku nie spleśnieją.

Kasztany

Spadają na ziemię z bardzo lubianym przeze mnie dźwiękiem – słychać delikatne tąpnięcie o ziemię i szelest trawy, gdy się po niej toczą. Kolczasta łupina jest nie do pomylenia (kto łupał ten wie). Dawniej zbierane na wykałaczkowe ludki, dzisiaj będą używane w innych eksperymentach.  Jakie można znaleźć im zastosowanie? Jeszcze w minionym roku widywałam ogłoszenia, gdzie koncerny kosmetyczne i farmaceutyczne skupowały duże ilości (liczone w tonach) do użycia w swoich specyfikach. Mają one zwężać rozszerzone naczynka, wspomagać funkcjonowanie żył i zapobiegać powstawaniu pajączków, a nawet żylaków. Ile w tym prawdy? Biorąc pod uwagę, w jak wielu środkach są stosowane (również w aptekach) coś w tym może być. Jednak jako naczelny niedowiarek sprawdzę to w tym roku, dlatego teraz jest idealny moment na zaopatrzenie się w owoce do eksperymentów kosmetycznych 🙂 Dodatkowo naczytałam się, jakie środki czyszczące można z nich wykonać: pastę do sprzątania, mydło, zamiast proszku do prania… Chcę spróbować, okoliczna aleja kasztanowa sprawdzi się nie świetnie nie tylko jako miejsce spacerów, ale też i zbiorów! Jak przetestuję kilka przepisów, mam nadzieję że uda mi się podzielić z Wami wrażeniami.

Białe kasztany – z czasem ściemnieją do pięknego, pełnego brązu.

O czym warto pamiętać? Kasztany muszą być przechowywane w przewiewnym miejscu. Przedtem należy je porządnie osuszyć, dać uciec nadmiarowi wilgoci. W innym przypadku mogą spleśnieć, a w takim stanie roślina do niczego nam się nie przyda. Przechowujemy bez łupinek! Te również mogą trzymać wilgoć.

Żołędzie

Główka albo nogi do naszych wykałaczkowych zabaw – oto i żołędzie! Dla mnie w tym roku będą miały też inne zastosowanie, poza ludzikami w czapeczkach i pokarmem dla zwierząt leśnych. Postanowiłam je wypróbować w nowej roli: kawy żołędnej. Podobno może zasmakować fanom kawy z cykorii, lekko gorzkiej o charakterystycznym aromacie. Ja moje żołędzie już suszę, zaś proces testowania i przygotowywanie na bieżąco będę Wam pokazywać na moim Instagramie. Kto wie, co z tego wyjdzie!

Czy jest ważne, jaka odmiana dębu umożliwi nam pozyskanie żołędzi? Szypułkowa, bezszypułkowa, nie ma to większego znaczenia. Ważne, aby roślina była oddalona od ciągów komunikacyjnych, a owoce nie były zbyt mokre. Te z bagien, kałuży czy innych błot mogą szybko (ile razy już dziś wspomniałam o moim najgorszym wrogu?) spleśnieć.

Dzika róża

Ostatnia, ale nie mniej znana roślina – dzika róża. Herbatki, dżemy, soki to moi ulubieni towarzysze na porę, gdy o 16 robi się już ciemno, a zamiast schłodzonych napojów wchodzą na salony gorące napary, często słodzone naturalnymi ekstraktami. Róża poza tym, że pięknie kwitnie, a z jej płatków można pozyskać olejek różany lub zrobić wodę różaną (stosowaną np. jako tonik), po przekwitnięciu wykształca pokazane na zdjęciu owoce. Ususzone sprawdzą się w mieszance herbacianej, jako dżem nadadzą się do mięs i wędlin (moje ulubione zastosowanie? Do oscypków!). Sokiem możemy słodzić herbaty, a dla chętnych pić samodzielnie rozcieńczone z letnią wodą.

Owoce dzikiej róży
Owocami dzikiej róży możemy cieszyć się po przekwitnięciu kwiatów.

Na dziś to by było tyle. Zbieracie którąś z wymienionych roślin? A może macie wśród nich swojego faworyta? Będę zobowiązana, jeśli podzielicie się ulubionymi przepisami w komentarzach, ja dopiero szukam swojego smaku i będę wdzięczna za wszystkie wskazówki 🙂

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Archiwa